wtorek, 17 listopada 2009
Odnośnie Coehlo słów kilka jeszcze
Po prostu MUSIAŁAM wczoraj wejśc do księgarni - i po prostu tak jak zazwyczaj, gdy włacza się w swoje działania Wszechświat, było pewne, że kupie książkę/książki stanowiące odpowiedź na moje wewnętrzne rozterki. I tak jak zawsze, stanełam obok pierwszego lepszego regału i pierwsze co zobaczyłam to jakies powieści o wampirach i w mojej głowie pojawiło się instynkotowne NIE dla horrorów, odwracam się a przede mną cała półka Coehlo. Biorę do ręki jedną po drugiej i właściwie wsyztskie chcę kupić na raz. Ale opamiętuję się i kupuję jedną. Pretekst na kolejeną zostawiłam sobie na dzisiaj :)
poniedziałek, 16 listopada 2009
Najważniejsze pytanie...
...i jeszcze trudniejsza odpowiedź:
"Mag obrzucił ją krótkim spojrzeniem: sprane dżinsy, podkoszulek i wyzywająca poza, którą przybierają nieśmiali właśnie wtedy, gdy nie powinni. "Mam dwa razy tyle lat co ona", pomyślał. A mimo to wiedział, że spotkał Drugą Połowę.
- Nazywam się Brida - ciągnęła. - Przepraszam, że się nie przedstawiłam. Tak długo czekałam na tę chwilę, że się okropnie denerwuję.
- Po co chcesz nauczyć się magii? - zapytał.
- Żeby znaleźć odpowiedź na pytania dotyczące życia. Żeby posiąść tajemną moc. I może po to, by móc przenosić się w przeszłość i poznać przyszłość.
Nie ona pierwsza przychodziła do niego z taką prośbą. Był czas, gdy uchodził za sławnego mistrza, uznanego przez Tradycję. Przyjmował wielu uczniów i wierzył, że świat się zmieni, jeśli jemu uda się zmienić tych, którzy go otaczali. Ale popełnił błąd. A Mistrzom Tradycji błędów popełniać nie wolno.
- Nie sądzisz, że jesteś za młoda?
- Mam dwadzieścia jeden lat - odparła Brida. - Byłabym za stara, gdybym zamierzała rozpocząć karierę baletową.
Mag dał jej znak, żeby poszła za nim. W milczeniu ruszyli przez las. "Jest ładna", pomyślał. W szybko chylącym się ku zachodowi słońcu cienie drzew stawały się coraz dłuższe. "Ale jestem od niej dwa razy starszy". A to, jak wiedział, z dużym prawdopodobieństwem wróży cierpienie.
Bridę denerwowało milczenie idącego obok mężczyzny, który nawet nie zareagował na jej słowa. Szli po wilgotnych, opadłych liściach. Ona również zauważyła wydłużające się cienie i szybko zapadający zmrok. Za chwilę będzie ciemno, a przecież nie mają latarki.
"Muszę mu zaufać - dodawała sobie odwagi. - Skoro zawierzyłam mu w kwestii magii, to muszę też uwierzyć, że przeprowadzi mnie bezpiecznie przez las".
Wydawało się, że Mag wędruje bez celu, raz po raz zmienia kierunek, chociaż żadna przeszkoda nie zagradza im drogi. Zataczali kręgi, mijali po wielekroć te same miejsca.
"Pewnie chce mnie sprawdzić". Była zdecydowana wytrzymać tę próbę, udawała sama przed sobą, że wszystko, nawet to bezsensowne kręcenie się w kółko, było czymś zupełnie normalnym.
Przyjechała z daleka i dużo sobie obiecywała po tym spotkaniu. Dublin leżał o 150 kilometrów stąd, a docierające do leżącej nieopodal wioski autobusy były stare, zdezelowane i kursowały o absurdalnych porach. Musiała wstać wcześnie i tłuc się jednym z nich przez trzy godziny, a potem rozpytać się o Maga w wiosce i wyjaśniać, czego chce od tego dziwnego człowieka. W końcu ktoś wskazał jej leśną okolicę, w której Mag zwykle przebywał za dnia. Nie omieszkał jej jednak ostrzec, że kiedyś próbował uwieść dziewczynę ze wsi.
"Musi to być intrygujący człowiek", pomyślała. Teraz, kiedy ścieżka pięła się w górę, zapragnęła, żeby słońce jeszcze przez chwilę nie zachodziło. Bała się poślizgnąć na wilgotnym podłożu.
- Powiedz mi szczerze, czemu chcesz zgłębić tajniki magii?
Ucieszyła się, że przerwał ciszę. Powtórzyła tę samą odpowiedź.
Ale to mu nie wystarczyło.
- Może dlatego, że jest niezgłębiona i tajemnicza? Że zna odpowiedzi, które tylko nielicznym udaje się odkryć po latach poszukiwań? A może dlatego, że przywołuje romantyczną przeszłość?
Brida nic nie odrzekła. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Chciała, żeby znowu zamilkł, bo obawiała się, że jej odpowiedź nie przypadnie mu do gustu.
W końcu przemierzyli cały las i dotarli na szczyt wzgórza. Teren stał się skalisty, pozbawiony roślinności, nie było już ślisko i Brida bez trudu dotrzymywała Magowi kroku.
Wreszcie mężczyzna usiadł na szczycie i wskazał jej miejsce obok siebie.
- Byli tu już przed tobą inni - odezwał się. - Prosili, bym nauczył ich magii. Ale ja już nauczyłem wszystkiego, czego miałem nauczyć. Oddałem ludzkości to, co mi ofiarowała. Teraz chcę być sam, chodzić po górach, uprawiać rośliny i żyć w zgodzie Bogiem.
- To nieprawda - odpowiedziała dziewczyna.
- Co jest nieprawdą? - zapytał zaskoczony.
- Być może chce pan żyć w zgodzie z Bogiem, ale nieprawdą jest, że chce pan być sam.
Natychmiast pożałowała słów wypowiedzianych pod wpływem impulsu, ale było już za późno, by naprawić błąd. Może niektórzy lubią samotność? Może kobieta bardziej potrzebuje mężczyzny aniżeli mężczyzna kobiety?
Jednak w głosie Maga nie było rozdrażnienia, gdy znowu się odezwał.
- Zadam ci jedno pytanie. Odpowiedz mi szczerze. Jeśli odpowiesz zgodnie z prawdą, nauczę cię tego, o co prosisz. Ale jeśli skłamiesz, lepiej nigdy tu nie wracaj.
Brida odetchnęła z ulgą: to tylko pytanie, wystarczy na nie szczerze odpowiedzieć. Zawsze sądziła, że przyszłych uczniów mistrzowie wystawiają na o wiele trudniejsze próby.
Siedział na wprost niej. Oczy mu błyszczały.
- Załóżmy, że zacznę cię uczyć tego, co sam poznałem - zaczął, patrząc jej prosto w oczy - że ukażę ci równoległe światy, które nas otaczają, anioły, mądrość natury, tajniki Tradycji Słońca i Tradycji Księżyca. A ty pewnego dnia w drodze na zakupy, spotykasz na rogu ulicy mężczyznę swego życia.
"Ciekawe, jak go rozpoznam", pomyślała, ale nie odezwała się słowem, bo wyglądało na to, że pytanie będzie trudniejsze, niż się jej z początku wydawało.
- On uświadamia sobie to samo i podchodzi do ciebie. Zakochujecie się w sobie. Nadal uczysz się pod moim kierunkiem. Ja za dnia ukazuję ci mądrość Kosmosu, a nocą on uczy cię mądrości Miłości. Aż nadchodzi taki dzień, kiedy nie daje się tych dwóch mądrości pogodzić i musisz wybierać.
Mag zamilkł na chwilę. Jeszcze zanim zadał pytanie poczuł lęk, jaką usłyszy odpowiedź. Przybycie tej dziewczyny oznaczało koniec pewnego etapu w życiu ich obojga. Wiedział to, bo znał zwyczaje i zamysły mistrzów. Ona była mu tak samo potrzebna jak on jej. Ale najpierw musiała uczciwie odpowiedzieć mu na pytanie. To był jedyny warunek.
- Teraz odpowiedz mi z całą szczerością - odezwał się w końcu, zbierając się na odwagę. - Czy rzuciłabyś wszystko, czego się nauczyłaś, wszystkie możliwości i tajemnice, które ofiarowuje świat magii, dla mężczyzny swojego życia?
Brida odwróciła wzrok. Wokół rozpościerały się zalesione wzgórza. W dole w małej wiosce zaczynały zapalać się pierwsze światła, a z kominów sączył się dym - znak, że wkrótce rodziny spotkają się przy stole, by wspólnie zasiąść do kolacji. Tutejsi ludzie pracują uczciwie, żyją bogobojnie i starają się pomagać bliźnim, bo wiedzą, co to miłość. Ich życie ma sens, rozumieją wszystko, co dzieje się we wszechświecie, choć nigdy nie słyszeli o Tradycji Słońca ani o Tradycji Księżyca.
- Nie widzę sprzeczności pomiędzy poszukiwaniem a szczęściem - rzekła.
- Odpowiedz - patrzył jej prosto w oczy. - Rzuciłabyś wszystko dla tego człowieka?
Chciało jej się płakać. Nie chodziło o pytanie, tylko o wybór - jeden z najtrudniejszych, przed jakim człowiek w życiu staje. Wiele przedtem o tym myślała. Był czas, że nic na świecie nie było ważniejsze od miłości. Miała wielu chłopaków i każdego z nich na swój sposób kochała, a przynajmniej tak się jej wydawało, ale każda miłość nagle się kończyła. Ze wszystkiego, co poznała, miłość była najtrudniejsza. Teraz kochała kogoś, kto był niewiele od niej starszy, studiował fizykę i widział świat zupełnie inaczej niż ona. Jeszcze raz uwierzyła w miłość, zaufała uczuciu, ale przeżyła tyle rozczarowań, że nie była już pewna niczego. Mimo to, ta miłość była jej wielką nadzieją.
Omijała wzrokiem Maga. Jej spojrzenie błądziło po światełkach i dymiących kominach wioski. To poprzez miłość ludzie starali się zrozumieć wszechświat od zarania dziejów.
- Rzuciłabym wszystko - powiedziała w końcu."
Paulo Coelho, Brida - fragment
A TY co zrobisz w takiej sytuacji? Rzucisz wszystko dla tego człowieka?
"Mag obrzucił ją krótkim spojrzeniem: sprane dżinsy, podkoszulek i wyzywająca poza, którą przybierają nieśmiali właśnie wtedy, gdy nie powinni. "Mam dwa razy tyle lat co ona", pomyślał. A mimo to wiedział, że spotkał Drugą Połowę.
- Nazywam się Brida - ciągnęła. - Przepraszam, że się nie przedstawiłam. Tak długo czekałam na tę chwilę, że się okropnie denerwuję.
- Po co chcesz nauczyć się magii? - zapytał.
- Żeby znaleźć odpowiedź na pytania dotyczące życia. Żeby posiąść tajemną moc. I może po to, by móc przenosić się w przeszłość i poznać przyszłość.
Nie ona pierwsza przychodziła do niego z taką prośbą. Był czas, gdy uchodził za sławnego mistrza, uznanego przez Tradycję. Przyjmował wielu uczniów i wierzył, że świat się zmieni, jeśli jemu uda się zmienić tych, którzy go otaczali. Ale popełnił błąd. A Mistrzom Tradycji błędów popełniać nie wolno.
- Nie sądzisz, że jesteś za młoda?
- Mam dwadzieścia jeden lat - odparła Brida. - Byłabym za stara, gdybym zamierzała rozpocząć karierę baletową.
Mag dał jej znak, żeby poszła za nim. W milczeniu ruszyli przez las. "Jest ładna", pomyślał. W szybko chylącym się ku zachodowi słońcu cienie drzew stawały się coraz dłuższe. "Ale jestem od niej dwa razy starszy". A to, jak wiedział, z dużym prawdopodobieństwem wróży cierpienie.
Bridę denerwowało milczenie idącego obok mężczyzny, który nawet nie zareagował na jej słowa. Szli po wilgotnych, opadłych liściach. Ona również zauważyła wydłużające się cienie i szybko zapadający zmrok. Za chwilę będzie ciemno, a przecież nie mają latarki.
"Muszę mu zaufać - dodawała sobie odwagi. - Skoro zawierzyłam mu w kwestii magii, to muszę też uwierzyć, że przeprowadzi mnie bezpiecznie przez las".
Wydawało się, że Mag wędruje bez celu, raz po raz zmienia kierunek, chociaż żadna przeszkoda nie zagradza im drogi. Zataczali kręgi, mijali po wielekroć te same miejsca.
"Pewnie chce mnie sprawdzić". Była zdecydowana wytrzymać tę próbę, udawała sama przed sobą, że wszystko, nawet to bezsensowne kręcenie się w kółko, było czymś zupełnie normalnym.
Przyjechała z daleka i dużo sobie obiecywała po tym spotkaniu. Dublin leżał o 150 kilometrów stąd, a docierające do leżącej nieopodal wioski autobusy były stare, zdezelowane i kursowały o absurdalnych porach. Musiała wstać wcześnie i tłuc się jednym z nich przez trzy godziny, a potem rozpytać się o Maga w wiosce i wyjaśniać, czego chce od tego dziwnego człowieka. W końcu ktoś wskazał jej leśną okolicę, w której Mag zwykle przebywał za dnia. Nie omieszkał jej jednak ostrzec, że kiedyś próbował uwieść dziewczynę ze wsi.
"Musi to być intrygujący człowiek", pomyślała. Teraz, kiedy ścieżka pięła się w górę, zapragnęła, żeby słońce jeszcze przez chwilę nie zachodziło. Bała się poślizgnąć na wilgotnym podłożu.
- Powiedz mi szczerze, czemu chcesz zgłębić tajniki magii?
Ucieszyła się, że przerwał ciszę. Powtórzyła tę samą odpowiedź.
Ale to mu nie wystarczyło.
- Może dlatego, że jest niezgłębiona i tajemnicza? Że zna odpowiedzi, które tylko nielicznym udaje się odkryć po latach poszukiwań? A może dlatego, że przywołuje romantyczną przeszłość?
Brida nic nie odrzekła. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Chciała, żeby znowu zamilkł, bo obawiała się, że jej odpowiedź nie przypadnie mu do gustu.
W końcu przemierzyli cały las i dotarli na szczyt wzgórza. Teren stał się skalisty, pozbawiony roślinności, nie było już ślisko i Brida bez trudu dotrzymywała Magowi kroku.
Wreszcie mężczyzna usiadł na szczycie i wskazał jej miejsce obok siebie.
- Byli tu już przed tobą inni - odezwał się. - Prosili, bym nauczył ich magii. Ale ja już nauczyłem wszystkiego, czego miałem nauczyć. Oddałem ludzkości to, co mi ofiarowała. Teraz chcę być sam, chodzić po górach, uprawiać rośliny i żyć w zgodzie Bogiem.
- To nieprawda - odpowiedziała dziewczyna.
- Co jest nieprawdą? - zapytał zaskoczony.
- Być może chce pan żyć w zgodzie z Bogiem, ale nieprawdą jest, że chce pan być sam.
Natychmiast pożałowała słów wypowiedzianych pod wpływem impulsu, ale było już za późno, by naprawić błąd. Może niektórzy lubią samotność? Może kobieta bardziej potrzebuje mężczyzny aniżeli mężczyzna kobiety?
Jednak w głosie Maga nie było rozdrażnienia, gdy znowu się odezwał.
- Zadam ci jedno pytanie. Odpowiedz mi szczerze. Jeśli odpowiesz zgodnie z prawdą, nauczę cię tego, o co prosisz. Ale jeśli skłamiesz, lepiej nigdy tu nie wracaj.
Brida odetchnęła z ulgą: to tylko pytanie, wystarczy na nie szczerze odpowiedzieć. Zawsze sądziła, że przyszłych uczniów mistrzowie wystawiają na o wiele trudniejsze próby.
Siedział na wprost niej. Oczy mu błyszczały.
- Załóżmy, że zacznę cię uczyć tego, co sam poznałem - zaczął, patrząc jej prosto w oczy - że ukażę ci równoległe światy, które nas otaczają, anioły, mądrość natury, tajniki Tradycji Słońca i Tradycji Księżyca. A ty pewnego dnia w drodze na zakupy, spotykasz na rogu ulicy mężczyznę swego życia.
"Ciekawe, jak go rozpoznam", pomyślała, ale nie odezwała się słowem, bo wyglądało na to, że pytanie będzie trudniejsze, niż się jej z początku wydawało.
- On uświadamia sobie to samo i podchodzi do ciebie. Zakochujecie się w sobie. Nadal uczysz się pod moim kierunkiem. Ja za dnia ukazuję ci mądrość Kosmosu, a nocą on uczy cię mądrości Miłości. Aż nadchodzi taki dzień, kiedy nie daje się tych dwóch mądrości pogodzić i musisz wybierać.
Mag zamilkł na chwilę. Jeszcze zanim zadał pytanie poczuł lęk, jaką usłyszy odpowiedź. Przybycie tej dziewczyny oznaczało koniec pewnego etapu w życiu ich obojga. Wiedział to, bo znał zwyczaje i zamysły mistrzów. Ona była mu tak samo potrzebna jak on jej. Ale najpierw musiała uczciwie odpowiedzieć mu na pytanie. To był jedyny warunek.- Teraz odpowiedz mi z całą szczerością - odezwał się w końcu, zbierając się na odwagę. - Czy rzuciłabyś wszystko, czego się nauczyłaś, wszystkie możliwości i tajemnice, które ofiarowuje świat magii, dla mężczyzny swojego życia?
Brida odwróciła wzrok. Wokół rozpościerały się zalesione wzgórza. W dole w małej wiosce zaczynały zapalać się pierwsze światła, a z kominów sączył się dym - znak, że wkrótce rodziny spotkają się przy stole, by wspólnie zasiąść do kolacji. Tutejsi ludzie pracują uczciwie, żyją bogobojnie i starają się pomagać bliźnim, bo wiedzą, co to miłość. Ich życie ma sens, rozumieją wszystko, co dzieje się we wszechświecie, choć nigdy nie słyszeli o Tradycji Słońca ani o Tradycji Księżyca.
- Nie widzę sprzeczności pomiędzy poszukiwaniem a szczęściem - rzekła.
- Odpowiedz - patrzył jej prosto w oczy. - Rzuciłabyś wszystko dla tego człowieka?
Chciało jej się płakać. Nie chodziło o pytanie, tylko o wybór - jeden z najtrudniejszych, przed jakim człowiek w życiu staje. Wiele przedtem o tym myślała. Był czas, że nic na świecie nie było ważniejsze od miłości. Miała wielu chłopaków i każdego z nich na swój sposób kochała, a przynajmniej tak się jej wydawało, ale każda miłość nagle się kończyła. Ze wszystkiego, co poznała, miłość była najtrudniejsza. Teraz kochała kogoś, kto był niewiele od niej starszy, studiował fizykę i widział świat zupełnie inaczej niż ona. Jeszcze raz uwierzyła w miłość, zaufała uczuciu, ale przeżyła tyle rozczarowań, że nie była już pewna niczego. Mimo to, ta miłość była jej wielką nadzieją.
Omijała wzrokiem Maga. Jej spojrzenie błądziło po światełkach i dymiących kominach wioski. To poprzez miłość ludzie starali się zrozumieć wszechświat od zarania dziejów.
- Rzuciłabym wszystko - powiedziała w końcu."
Paulo Coelho, Brida - fragment
A TY co zrobisz w takiej sytuacji? Rzucisz wszystko dla tego człowieka?
piątek, 13 listopada 2009
Tybetańska Księga Umarłych
Inspirujące:
"kiedy się rodzisz, to płaczesz, a cały świat się raduje
kiedy umierasz, świat płacze,
ale ty możesz odnaleźć
wielkie wyzwolenie"
"kiedy się rodzisz, to płaczesz, a cały świat się raduje
kiedy umierasz, świat płacze,
ale ty możesz odnaleźć
wielkie wyzwolenie"
wtorek, 3 listopada 2009
Prawo przyciągania w praktyce
2 dni temu rozmawiałam ze swoim mężem, że koniecznie trzeba kupić Nat rajstopki, bo te co ma to są albo za małe albo tak już znoszone, że nie wypada ich nawet zakładać.
Wczoraj otrzymuję sms od swojej serdecznej koleżanki o treści "Chcesz rajstopki po Bartku?" :)
Oczywiście, że chcę!
Wczoraj otrzymuję sms od swojej serdecznej koleżanki o treści "Chcesz rajstopki po Bartku?" :)
Oczywiście, że chcę!
poniedziałek, 2 listopada 2009
Po weekendzie
Im więcej myślę o cyklu szkoleniowym, który chcę prowadzić, tym fajniejsze mam myśli i coraz więcej materiału. Jak zrobiłąm listę istotnych zagadnień, które warto by omówić, wyszło dokładnie 72 punkty. A to dopiero pierwsza wersja listy zagadnień, pisana na szybko, spontanicznie z głowy, bez zastanawiania się. Tak więc jeśli chodzi o tematykę to zapowiada się ciekawie i niesztampowo. Co więcej, jak zaczęłam myśleć o szkoleniu, to w głowie zaczęła mi się pisać książka. I wtedy doznałam olśnienia - jakże by było fantastyczne, gdybym w styczniu wydała książkę. To takie symboliczne rozpoczęcie roku w zupełnie nowy sposób. Zrobiłabym coś dla siebie (spełniając swoje pieśmiennicze marzenia), a jednocześnie dla tych wszystkich osób, które chcą iść naprzód, rozwijać się duchowo i stawać coraz szczęśliwsze.
A marzenie miałam takie: w wieku 25 lat napisac pierwszą książkę a w wieku 30 lat drugą. Zatem licząc średnią w 2010 roku powinnam wydać 2 książki. czego serdecznie sobie życzę i wierzę, że wszechświat zrobi wszystko, aby mi w tym pomóc.
„...kiedy czegoś gorąco pragniesz cały wszechświat sprzyja potajemnie Twojemu pragnieniu.” Coelho
A zatem... do biegu... gotow... start! :)
A marzenie miałam takie: w wieku 25 lat napisac pierwszą książkę a w wieku 30 lat drugą. Zatem licząc średnią w 2010 roku powinnam wydać 2 książki. czego serdecznie sobie życzę i wierzę, że wszechświat zrobi wszystko, aby mi w tym pomóc.
„...kiedy czegoś gorąco pragniesz cały wszechświat sprzyja potajemnie Twojemu pragnieniu.” Coelho
A zatem... do biegu... gotow... start! :)
czwartek, 29 października 2009
Postanowiłam wyjść przed szereg
Dokładnie tak - tyle razy już miałam wrażenie, że najwyższa pora zająć strategiczne miejsce i wyjść przed szereg, że nie mogę (a wręcz nie chcę) się mu dłużej opierać. W związku z tym postanowiłam przygotować cykl szkoleń stacjonarnych, ułatwiających uczestnikom wyzbycie się najgłębiej wgranych ukrytywch przekonań blokujących rozwój, a co za tym idzie szczęśliwe i satysfakcjonujące życie.
Słowo się rzekło, więc czas zacząć działać. Pierwsze chcialabym zrobić już 28 listopada. Kolejne co 3-4 tygodnie.
Słowo się rzekło, więc czas zacząć działać. Pierwsze chcialabym zrobić już 28 listopada. Kolejne co 3-4 tygodnie.
środa, 28 października 2009
Ze starych zapisków
Dusze rodzą się w różnych stopniach zawansowania. Im wyższy wymiar, tym trudniej znaleźć duszę podobną do siebie. Stąd problemy z adaptacją, poniewaz obecnie jest najwięcej dusz z niskich poziomów.
Etykiety:
dusza
Retrospekcje regresingowe
Lubię szukać w sobie przekonań, które później odnajduję wśród przebłysków regresingowych. Dają mi one wiele do myślenia i sprawiają, że jakieś niewłaściwe przekonania, zostają w trybie natychmiastiowym zrozumiane i uporządkowane.
Mam z ostatnich miesięcy takie dwa obrazy w sobie (Isztar z czerwca, Vivien z października):
Mam z ostatnich miesięcy takie dwa obrazy w sobie (Isztar z czerwca, Vivien z października):
- Isztar - kobieta żydowskiego pochodzenia, lat ok. 25, stojąca w gruzach zburzonego miasta (Warszawa?). Smutna i zdruzgotana, ale nie tyle samymi okropienstwami wojny, co decyzją którą podjęła. Chcąc ratować dwójkę swoich dzieci przed zagładą, oddała je pod opiekę innej rodzinie. Uznała, że ona sama nie da rady ich ocalić, że nie jest wystarczająco dobra jako matka. Chwilę po tym, jak je oddała w opiekę, na budynek w którym były dzieci z nowymi opiekunami spadła bomba. Isztar stała jak skamieniała, jakby serce w niej stanęło. Nie wiem co sie potem z nią stało. Czy przeżyła wojnę, czy nie.
- Vivien - początek XX wieku, duże tętniące życiem miasto, kobieta około 20-kilkuletnia, niezamężna, atrakcyjna, odważna, piękna, celebrytka swoich czasów, opisywana w żurnalach i dobrze widziana w towarzystwie. To życiorys oficjalny. Nieoficjalnie wraz z trzema innymi kobietami pracująca na zlecenie jakichś tajnych służb. Długie kręcone włosy w kolorze naturalnego blondu, drobna, szczupła.
Dostała niespodziewane wezwanie by wraz z pozostałymi dziewczynami, stawić się na jakimś szczególnym przyjęciu czy uroczystości w domu znanego prominenta. Jechały we trzy, prowadził kierowca (gruby, niski, ciemnowłosy). Czwartą koleżankę (niska, niepozorna brunetka o krótkich włosach) zabrały po drodze.
Już na miejscu okazało się, że razem będą wzbudzać zbyt duże zainteresowanie i nie uda im się pozostać inognito. Rozdzielają się zatem i każda osobno porusza się po willi, by zobaczyć co to za podejrzana uroczystość.
Vivien zostaje wciągnięta do wspólnego tańca w salonie, przez grupke mężczyzn i od razu orientuje się, że zarówno wyglądem, jak i sposobem tańca znacząco odbiega od tańczącej grupy. Udaje jej się wymknąć do ogrodu, po czym biegnie wokół budynku, by jak najszybciej dotrzeć do auta. Samochód stoi pusty. Nie widać kierowcy. Dostrzega jednak swoją koleżankę i wskazuje jej miejsce pasażera. Obu z nich udało się chyłkiem wymknąć. Vivien prowadzi, ale ma z tym duży pfroblem, bo auto cały czas "szale". Zatrzymują się i zamieniają miejscami po czym szybko ruszają. Koleżanka pyta "Co z nimi?", na co Vivien odpowiada "Muszą jakoś dać sobie radę".
Po jakimś czasie (kilka godzin) obie są w hotelowym pokoju, który jest ich kryjówką. Vivien skulona siedzi w rogu, koleżanka (blondynka, o krótkich prostych blond włosach) stoi na środku pokoju. Zastanawiają się o co chodzi i z niepokojem czekają na swoje towarzyszki. W pewnym momencie słychać, jak ktos próbuje wejśc do ich pokoju. Vivien błyskawicznie wchodzi i zamyka się w małej, pojedynczej szafie stojącej koło łóżka. Widzi, jak blondynka daje jej oczami znak, by się nei ruszała, po czym zostaje zastrzelona z pistelotetu posiadającego tlumik, przez 2 mężczyzn w beżowo-brązowych garniturach. Viwien pozostaje w szafie.
Następnie (po znowu bliżej nieokreślonym czasie) do pokoju wchodzi kolejna osoba. To jedna z koleżanek. Ma na sobie jasnoróżową długą sukienkę, włosy w kolorze miodowego blondu. Jest roztrzęsiona. Nie ma żalu do dziewczyn, że uciekły, bo to standardowa procedura, że w sytuacji kryzysowej, każda miała ratować się sama i nie narażać życia innych. W każdym razie kobieta jest wściekła, że kierowca zniknął i zaczyna podejzrewać, że to była celowa ustawka, aby je zlikwidować. Przypomina sobie, że kierowca miał być zameldowany w tym samym hotelu w pokoju 33. Idzie do niego po schodach (jedno piętro wyżej), otwiera drzwi i widzi kierowcę siedzącego na krześle, tyłem do okna, bawiącego się pistoletem. Kobieta rozumie, że on będzie kolejną ofiarą. Dostrzega w pokoju 2 mężczyzn w bezowo-brązowych garniturach, którzy wstają by ją zastrzelić. Zdążyła wykrzyknąć "Nie uda się Wam tak łatwo" i przechyliła się na uchylnym oknie do tyłu. Chciała podczas obrotu okna złapać się o krawędź balutrady niższego piętra. Jednak jej się to nie udało i wypadła, zabijając się.
Po znowu bliżej nieokreślonym czasie - ale raczej dotyczącym kilkunastu minut, Vivien ubrana w łachmany, wielką czapę, trzymając czarny zniszczony skórzany kufer, ucieka z hotelu. Powstrzymuje łez, by nie wzbudzać zainteresowania ludzi. Wie, że nie może sie odwrócić, bo sparwcy zamachu mogą cały czas być w pobliżu. Czuje smutek, że nie mogła nawet potrzymać za rękę zmarłej i się z nią pożegnać. Zdaje sobie sprawę, że kierowca też może nie żyć. Mimo to, chce go później odszukać oraz znaleźć jakieś dziecko (dziewczynkę ok. 6-7 lat). Nie wiem co sie potem z nią stało.
Etykiety:
dusza,
regresing,
reinkarnacja,
retrospekcja
Joe Vitale i jego magia
Joe Vitale to z pozoru niepozorny człowieczek o dobrodusznej twarzy, sprawiający wrażenie skrępowanego szumem jaki wokół niego panuje, przy jednoczesnym wielkim zadowoleniu z tego. Skromny, spokojny, cierpliwy. A przede wszystkim magiczny.Na pierwszym szkoleniu u Joe byłam w 2006 roku za sprawą Złotych Myśli - dostałam wejściówkę za brak zasług w pracy (bo za krótko jeszcze wtedy współpracowałam, by mieć jakiekolwiek zasługi :))
Dzień szkolenia, a konkretniej słowa które na nim słyszałam całkowicie zmieniły moje postrzeganie świata i wytyczyły mi kierunek życia, któremu z radością ulegam do dziś.
Niby nic nowego, czego bym nie wiedziała z książek się nie dowiedziałam, poza nabraniem wielkiej wewnętrznej pewności, że nie muszę, żyć tak jak inni znani mi ludzie, czyli pracować etatowo dla innych (czego serdecznie niecierpiałam, bo ciągle brakowało mi pieniędzy od pierwszego do pierwszego...) i wierzyć swojemu wewnętrznemu przekonaniu.
Przed szkoleniem z Joe po prostu czułam, że zawiesiłam się w jakims zaułku, z którego nie mogę się wydostać i tylko kręcę się w kółko, coraz bardziej tym zmęczona i sfrustrowana. Czułam, że życie jakie prowadziłam nie było dla mnie dobre. Ale mimo to, inne działania których próbowałam, nie przynosiły zamierzonych efektów. Zawsze coś szwankowało, mimo że byłam ekspertem do afirmowania pozytywnych myśli dla siebie i innych. Znałam wszystkie techniki, wedle których próbowałam dzień w dzień polepszać jakość swojego życia. Jednak efekty mimo to nie były takie, jak oczekiwałam.
Dopiero na szkoleniu Joe pojęłam czego brakowało - mnie i tysiącom innych osób, które tak, jak ja z uporem maniaka non stop afirmowały sobie swoją lepszą przyszłość, ale bez zadowalających rezultatów. Tym najistotniejszym czynnikiem, który wspomaga każde ludzkie działanie, jest głęboka, płynąca z wnętrza, akceptująca wiara w to, co ma się stać. Wiara, która powoduje, że myśli stają się realną rzeczywistością.
To był dla mnie przełom. Niby banalna sprawa - jak można oczekiwać pozytywnych rezultatów swoich działań, jeśli w 100% nie wierzy się w ich powodzenie? I wcale nie mam tu na myśli myślenia życzeniowego (typu "chcę wygrać w totka 1 mln zł), tylko głębokiej pewności, że to chce, by się zadziało, to o czym marzę się w 100% spełni. To takie proste :)
Dzisiaj, kilka dni po drugim seminarium Joe (również dzięki uprzejmości ekipy ze ZM) utrwaliłam, odświeżyłam i zrozumiałam, że nadal popełniam w niektórych elementach błędy, wynikające z braku wewnętrznego oczyszczenia się z wielu negatywnych przekonań, które powodują trwałe bariery na drodze do zrealizowania swpojego celu.
Taką barierę łatwo rozpoznać po tym, że w pewnym momencie człowiek zatrzymuje się na jakimś poziomie i nie może przejść dalej. Stoi w miejscu i się miota i zaczyna tracić wiarę. To taki moment, w którym warto oczyścić umysł z negatywnych myśli, zastanowić się które z naszych przekonań (świadomych lub nie) bojkotuje i sabotuje nasze wysiłki rozwojowe. Często jest to po prostu blokada wynikająca ze sprzecznych przekonań, np.
- singiel, który nie potrafi znaleźć sobie partnera życiowego, mimo że bardzo tego pragnie, może nagle odkryć, że marzenia o wspólnym życiu z druga osobą, są blokowane przez przekonanie o tym, że małżeństwa są złe, że ślub to wymysł biurokraty, że płeć przeciwna to podgatunek, któremu powinno się stworzyć ZOO z bardzo wysokim płotem itd.
- albo ktoś kto chce być obrzydliwie bogaty i ciągle marzy o wielkim bogactwie, które osiągnie, bez ustanku ma długi i nie potrafi związać końca z końcem, może uświadomic sobie, że ma wgrane w przeszłości blokujące stwierdzenie w stylu "pieniądze szczęścia nie dają", "tylko oszuści są bogaci", "bogactwo to sprawa diabła", itd.
Tak długo, jak długo dany człowiek, nie wyczyści czy nieuporządkuje w sobie sprzecznych, blokujących przekonań, tak długo rozwój będzie wstrzymany. Warto zwracać uwagę na takie sprawy w sytuacji rozgoryczenia czy frustracji i zadać sobie pytanie:
"co mnie naprawdę powstrzymuje przed osiągnięciem ..........?".
Każdy taki wyczyszczony pogląd uwalnia przepływ pozytywnej energii.
Zatem oczyszczajmy się z radością :)
PS Nawet kolory koszulkek i koraliki mamy podobne ;)
Etykiety:
joe vitale,
prawo przyciągania,
rozwój osobisty,
szkolenie,
the secret
środa, 21 października 2009
To było do przewidzenia...
Piszę oczywiście o systematycznośąci w pisaniu, która właściwie przestała istnieć :)
Wszystko za sprawą mocnego przyspieszenia pozytywnych praw Wszechświata w stosunku do mnie. Podobno - money likes speed. Ja uważam, że po prostu życie lubi szybkość. Im szybsze zmiany, im więcej się szieje, od razu wiadoko, że jest się na właściwej drodze, że nie trzeba się zastanawiać co się robi słusznie, a co nie, bo świat daje to odczuć na każdym kroku. I chwała mu za to.
Stagnacja natomiast, tkwienie w jakimś punkcie życia, gdy zaczyna się uważać, że życie jest nudne, ciężkie, bez perspektyw oznacza ni mniej ni więcej, że najwyższa pora na zmiany. Na CAŁKOWIETE zmiany w przyjętym modelu życia, pogladach, osobach z którymi ma się kontakt czy pracy.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że trudno jest przeskoczyć ze stagnacji do działania w dodatku w tak radykalny sposób w jaki ja proponuję. Ale to tylko za sprawą dwóch czynników:
Dlatego zamiast drastycznych zmian, warto zacząć od:
Wszystko za sprawą mocnego przyspieszenia pozytywnych praw Wszechświata w stosunku do mnie. Podobno - money likes speed. Ja uważam, że po prostu życie lubi szybkość. Im szybsze zmiany, im więcej się szieje, od razu wiadoko, że jest się na właściwej drodze, że nie trzeba się zastanawiać co się robi słusznie, a co nie, bo świat daje to odczuć na każdym kroku. I chwała mu za to.
Stagnacja natomiast, tkwienie w jakimś punkcie życia, gdy zaczyna się uważać, że życie jest nudne, ciężkie, bez perspektyw oznacza ni mniej ni więcej, że najwyższa pora na zmiany. Na CAŁKOWIETE zmiany w przyjętym modelu życia, pogladach, osobach z którymi ma się kontakt czy pracy.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że trudno jest przeskoczyć ze stagnacji do działania w dodatku w tak radykalny sposób w jaki ja proponuję. Ale to tylko za sprawą dwóch czynników:
- po pierwsze trudno zmienić sposób funkcjonowania o 180 stopni z dni ana dzień
- po drugie zmiana dotychczasowego stylu życie niesie za sobą wielki lęk o nieznana przyszlość.
Dlatego zamiast drastycznych zmian, warto zacząć od:
- uwierzenie (głębokiego, całym sobą), że jesteśmy na tym świecie po to, aby być szczęśliwymi,
- powtarzać poniższą afirmację tak długo, aż zacznie się zauważac zmiany. czasem pojawiają się po tygodniu, a czasem po kilku meisiącach. Wszystko zależy od tego, jak głęboko zabrnęło się w ślepy zaułek. Im dalej, tym więcej czasu zajmie wygrzebywanie się. Ale to też przecież jest racjonalne :)
Mam swoje miejsce na Ziemi, którego nie może zająć nikt inny. I misję do wypełnienia, której nie może wypełnić nikt inny. Przyciągam do siebie właściwe rozwiązania we wszelkich sprawach o których myślę. Jestem ludzkim magnesem przyciągającym do siebie wszysko to, co jest dla mnie dobre i właściwe. W moim życiu pojawia się dobro w postaci zdrowia, szczęścia i dostatku. Życzę wszelkiego dobra każdej osobie którą spotkałam w swoim życiu, ponieważ zapasy dobra i miłości są niewyczerpywalne.
Etykiety:
afirmacje,
retrospekcja,
rozwój osobisty
Subskrybuj:
Posty (Atom)